środa, 30 marca 2011

wiosenne "rozczarowanie"

Stało się to, czego się obawiałam. Zero sprawiedliwości na tym świecie. ZERO.

Opiekowałam się NIM caluteńką zimę. Dokarmiałam owocami, warzywami (na miarę dość ograniczonych przez zimę możliwości) i witaminami. Dbałam, żeby było MU ciepło - przykrywałam kocem w zimne wieczory, doganiałam rano z zapomnianym szalikiem. Podawałam gorącą herbatę (z sokiem malinowym) lub mleko (z miodem) - w zależności od potrzeb lub zachcianek, na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Cierpliwie znosiłam huśtawki nastrojów, starałam się odwrócić uwagę zabawiając (w moim mniemaniu wymagającą) rozmową. W chwilach zwątpienia powtarzałam (sobie przez zaciśnięte zęby) "byle do wiosny", kiedy to miało nastąpić wielkie złośliwie-wiosenne przebudzenie... 

Przyszła ta upragniona, (całą zimę) wyczekiwana wiosna i co widzę? Cały hodowany z tak wielką uwagą i otoczony tak troskliwą opieką JAD przepadł. Wszystkie szklanki do połowy pełne, the world is my oyster, a i przez okulary jakoś tak dziwnie widać. No tak - na różowo... ;o

czwartek, 24 marca 2011

pierwszy raz:)

Zupełnie nie mam pojęcia "jak to się robi". Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Dlaczego to robię? Bo mam za dużo do powiedzenia - o tyle za dużo, że muszę to gdzieś zapisać. Dlaczego tutaj, a nie w notesie? Bo stukanie w klawiaturę ma dla mnie ten niepowtarzalny urok, daje mi poczucie, że COŚ leży w zasięgu mojej kontroli. Jak się pomylę, wcisnę back space i nikt się nigdy o tym nie dowie (o ile wygodniej, niż w życiu!), nie będę musiała zamazywać bazgrołami (korektora od zniszczenia kolejnej pary ulubionych spodni – nie dotykamJ) / drzeć na strzępy (czy są już wystarczająco małe? – zawsze chce się jeszcze raz przedrzeć na półJ) / próbować spalić (najlepiej – widowiskowo, jak w filmach, tyle, że w moim wydaniu skończyłoby się zapewne pożarem). Z kartkami jest też zawsze to ryzyko, że ktoś znajdzie, przeczyta i bóg wie co pomyśli. A tu? Sama publikuję, z pełną premedytacją i przewrotną (nie)pewnością, że i tak nikt nie zauważy.


O czym będzie? O wszystkim. O niczym. O sprawach ważnych i mniej ważnych (dla mnie), i  zupełnie nieważnych (dla innych). Jak będzie? Znam siebie nie od dziś – mogę się więc tego czy owego spodziewać. Złośliwie, (oby jak najczęściej auto) ironicznie, z błędami interpunkcyjnymi (1. Oby bez ortograficznych, 2. I czy to być może, że Word jest lepszy ode mnie w interpunkcji?), zawile i z notkami typu „by the way”, po polsku, ale ze wstawkami z angielskiego (na wypadek gdyby zupełnie abstrakcyjny ktoś, kto jakimś cudem tu trafił, jakimś cudem jeszcze tego nie zauważył), (oby) zabawnie, i zawsze szczerze, ale pewnie nie do końca prawdziwie.


Życzę sobie wytrwałości i odrobiny szczęścia J